Projektowanie programu w Lizbonie
W lutym 2016 roku, po wielu rozmowach telefonicznych i wymianie wiadomości, Dominik Kościelak poleciał do Lizbony, by spotkać się z João Matosem i zacząć szczegółowo opracowywać program. Obaj dobrze się już znali — wcześniej pracowali razem w IDG w Londynie i pozostali w kontakcie jako przyjaciele.
Ta wspólna historia miała znaczenie dla tempa pracy. Nie były to dwie organizacje przedstawione sobie przez program grantowy; byli to dwaj programiści, którzy wcześniej wspólnie tworzyli różne rzeczy, a teraz ustalali, co ma zawierać wspólny program edukacyjny.
Nad czym pracowali
Pytanie w Lizbonie nie brzmiało, czy uczyć programowania, ale czego realnie da się nauczyć w dostępnym czasie — i jak ten sam program może działać w dwóch krajach jednocześnie.
Rozmawiali o tym, czego uczestnicy będą potrzebować, by zbudować prawdziwe aplikacje internetowe, jak grupy w Kaliszu i Espinho mogą ze sobą współpracować, a nie tylko realizować równolegle ten sam materiał, oraz jak umieścić praktyczną pracę projektową w centrum kursu.
Głównym ograniczeniem był czas. Uczestnikami mieli być nastolatkowie bez wcześniejszego doświadczenia w programowaniu, spotykający się jedynie na dziewięćdziesiąt minut tygodniowo przez około trzy miesiące. Nie było po prostu dość czasu, by uczyć języka programowania krok po kroku, funkcja po funkcji. Trzeba było zdecydować, które umiejętności i pojęcia są najważniejsze, a co można pominąć.
To ograniczenie ukształtowało program. Jeśli uczestnicy mieli w tak krótkim czasie zbudować własne działające projekty, program musiał skupić się na tym, co jest potrzebne, by iść naprzód: dość wiedzy technicznej, by tworzyć, dość zrozumienia, by samodzielnie rozwiązywać problemy, i dość pracy projektowej, by zastosować to w praktyce.
Stąd wziął się kształt, który Hacking Heroes ostatecznie przyjęło: program zbudowany wokół własnych projektów uczestników, w którym warsztaty wspierają tę pracę, a wydarzenie końcowe pozwala projekty zebrać i dokończyć.